Laos, co zobaczyć? Najpiękniejsze miasta
Najpiękniejsze miasto w Laosie… Była stolica Królestwa Miliona Słoni. Tu mieszka najwięcej mnichów w kraju, majestatyczne świątynie, zachody słońca nad Mekongiem, spokój, wyjątkowa kolonialna architektura, miasto jak żadne inne, ale…
Przyjechałam tu po niezapomniane chwile i mistyczne przeżycia, a zobaczyłam coś, co złamało mi serce, w Luang Prabang okazało się, że obok tego całego piękna i historii, odbywa się handel świętą tradycją, tuż za drzwiami naszego hotelu, ale od początku.
Luang Prabang w Laosie, co warto wiedzieć przed przyjazdem?
Luang Prabang w Laosie jest miastem wyjątkowym. To jedno z nielicznych miejsc w Azji, gdzie tempo naprawdę zwalnia i jest … SPOKÓJ. Nikt nie trąbi, nikt nie krzyczy, nie namawia, nie nagabuje do zakupu (no może oprócz kierowców tuk tuków).
Luang Prabang jest dawną stolicą królestwa Lan Xang zwanego “Królestwem Miliona Słoni”. W XVI wieku stolica kraju została przeniesiona do Vientiane, ale miasto pozostało jego sercem religijnym i ważnym symbolem.
Koniec XIX wieku to czasy kolonialne i Laos wpada w ręce Francuzów. Ten okres odbił spore piętno na byłej stolicy, a kolonialna zabudowa i rewelacyjne kawiarnie przypominają nam o francuskiej obecności.
Miasto jest piękne i w 1995 zostaje wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO.
Leży pomiędzy rzeką Nam Khan a Mekongiem – woda jest wszechobecna. Atmosferą miejsce przypomina mi nieco jakąś górską osadę i już w pierwszych chwilach czuć unikalność Luang Prabang. Po pierwszych sekundach spędzonych w mieście, rozumiem, skąd cały ten hajp na tę część kraju, a to dopiero początek.
Jak zwiedzić Luang Prabang? Transport, skuter, wycieczki z przewodnikiem
Tu sprawa będzie dość podobna jak w przypadku Vang Vieng, zapraszam Cię do tamtego wpisu gdzie dokładnie opisuję wszystkie możliwe środki transportu. W Luang Prabang dość dobrze działa aplikacja Loca. To właśnie przez aplikację zamawialiśmy transport z lotniska i na lotnisko.
Tym razem nie zdecydowaliśmy się na wynajęcie skutera, powód: większość wypożyczalni chce od nas paszport jako depozyt, dodatkowo do podpisania dostajemy umowę, w której, tak w skrócie, jest to, że w razie kradzieży skutera, jego uszkodzenia itp, cała odpowiedzialność jest po naszej stronie, my ponosimy wszelkie koszty, skutera nie można ubezpieczyć, czyli wypożyczalnia ma wszystkie przywileje, a my nie mamy żadnych. Dodatkowo od spotkanych Polaków dostajemy cynk, że na drodze jest sporo kontroli policji, czyli jazda bez wszystkich uprawnień jest dość ryzykowna.
Na koniec, drogi w Laosie im dalej na północ tym gorsze.
Jadąc później na wodospady (o atrakcjach Luang Prabang w dalszej części) upewniliśmy się tylko, że podjęta przez nas decyzja była jak najbardziej słuszna, bo nie chciałabym się znaleźć na skuterze na takiej tragicznej, dziurawej, piaskowej drodze, wśród maszyn budowlanych i ciężarówek, to musiałaby być dość ciężka przeprawa.
Decydujemy się na zwiedzanie miasta pieszo, co jest możliwe, a na wodospady jedziemy z przewodnikiem, wycieczką w niewielkiej grupie z Get Your Guide.
Myślę, że to jest świetna opcja dla tych, którzy nie chcą, nie czują się na siłach, lub nie posiadają odpowiednich papierów i umiejętności, żeby zwiedzać okolicę wypożyczonym środkiem transportu. Zostawiam link do naszej wycieczki na Get Your Guide: wycieczka na wodospad Kuang Si
Luang Prabang atrakcje i plan zwiedzania
- Stare Miasto (UNESCO) – cudownie było najzwyczajniej w Świecie spacerować, gubić się między uroczymi uliczkami. Co krok świetne kawiarnie, restauracje, sklepiki z pamiątkami.
- Zwiedzanie świątyń: Wat Xieng Thong, Wat Mai Suwannaphumaham, Wat Wisunarat (Wat Visoun), Wat Sene / Wat Sensoukharam, Wat Manorom, Wat Aham. Pamiętaj o odpowiednim stroju, zakryte ramiona i kolana.
- Royal Palace Museum – dawny pałac królewski, zbudowany w latach 1904–1909 dla króla Sisavanga Vonga, który dziś działa jako muzeum pokazujące historię laotańskiej monarchii i epoki kolonialnej.
- Mount Phousi (Phou Si) – świetne miejsce na zachód słońca, ale tak myślą wszyscy i na szczycie czekają Cię tłumy. Myślę, że fajnie wpaść, zobaczyć, a na zachodzik wybrać się do jakiejś knajpki nad Mekongiem lub wybrać się na rejs po rzece.
- Night Market (Sisavangvong Rd), czyli pamiątki, street food, owoce i niesamowite słodkości za grosze.
- Rejs po rzece Mekong: robiąc sobie spacer nad Mekongiem, z pewnością zaczepią Cię panowie oferujący rejsy wszelakie. Są łodzie bardziej lokalne, są mega fancy z leżakami i kolacją, myślę, że jest to świetna opcja na spędzenie wyjątkowgo wieczoru w mieście, no bo Mekong ma coś w sobie, a otoczenie jest bajeczne. My taki rejs mieliśmy wliczony w cenę wycieczki na wodospad.
- Pak Ou Caves to jedno z najbardziej znanych świętych miejsc w okolicach Luang Prabang, jest to kompleks dwóch jaskiń nad Mekongiem. Dojeżdża się tam najczęściej łodzią z Luang Prabang, a sam rejs trwa około 1,5 godziny pod prąd, więc dla wielu osób to atrakcja nie tylko religijna, ale też krajobrazowa.
- Okolice Luang Prabang: Luang Prabang jest również świetną bazą wypadową do wyruszenia dalej na północ Laosu. Więcej natury, trekkingi, góry. Oto kilka najpopularniejszych spotów i wycieczek:
– Nong Khiaw + Muang Ngoi
– Luang Namtha + Nam Ha NPA
– Oudomxay (Muang Xay)
(oferty znajdziesz praktycznie wszędzie w lokalnych biurach podróży w mieście lub na get you your guide).
UXO Visitors Centre – atrakcje Luang Prabang, Laos
Centrum edukacyjne o niewybuchach i o tym jak wielki ślad pozostawiła w Laosie “sekretna wojna”. Wejście jest darmowe, ale datki są mile widziane. Centrum jest niewielkie, ale emocje jakie czekają na odwiedzającego w środku – ogromne.
Laos jest najbardziej zbombardowanym krajem w historii w przeliczeniu na mieszkańca. W latach 1964–1973, podczas wojny w Wietnamie, USA zrzucało bomby na szlaki logistyczne tzw. Szlaki Ho Chi Minha, które były wykorzystywane przez Wietnam do przerzutu ludzi, broni, amunicji itp. Laos, mimo iż teoretycznie był krajem neutralnym, poniósł ogromne konsekwencje, a cenę za nie swoją wojnę płaci po dziś dzień. Do dnia dzisiejszego usuwane są niewypały, szczególnie ucierpiała północ kraju. Mnóstwo terenów zostało wykluczonych z możliwości ich uprawy, północ jest biedna, cierpi lokalna ludność, a w wypadkach zostaje okaleczanych mnóstwo ludzi, w szczególności dzieci.
W centrum zobaczysz mrożące krew w żyłach, smutne i wzruszające materiały dotyczące ofiar niewybuchów, przeczytasz o faktach, liczbach, poznasz historie ludzi, których życie zmieniło się na zawsze i to nie są historie zakończone happy endem.
Celem organizacji jest przede wszystkim edukacja, zwiększenie świadomości mieszkańców Laosu, że taki problem istnieje.
Zdecydowanie warto odwiedzić to miejsce, ale uprzedzam – czekają Cię mocne przeżycia w szczególności jeśli jesteś osobą wrażliwą tak jak autorka tego tekstu, który właśnie czytasz – u mnie zakończyło się wylaniem kilku łez.
Kuang Si Falls – wycieczki z przewodnikiem Luang Prabang, Laos
Wycieczka na wodospady Kuang Si to jedna z najpopularniejszych dziennych wycieczek z Luang Prabang. Wodospad jest piękny, kaskady turkusowej wody i to w dżungli, wśród bujnej i jaskrawej zieleni. Jest gdzie pospacerować, jest gdzie zjeść, można się nawet wykąpać w wyznaczonych miejscach, ale uprzedzam … jest tłum. Jeśli chcesz zaznać jakiejkolwiek prywatności, przyjedź jak najwcześniej. Warto również mieć na uwadze, że to nie będzie “dziki” wodospad gdzieś tam na odludziu. Na wejściu będą stragany, jest ta cała infrastruktura turystyczna, niemniej sam wodospad jest piękny.
Wycieczka na wodospady Kuang Si w Luang Prabang
Bear Rescue Centre – co zobaczyć w Luang Prabang w Laosie i okolicach?
Blisko wejścia na wodospady jest również bardzo wyjątkowe miejsce. Tat Kuang Si Bear Rescue Centre, nie jest żadnym cyrkiem, miejscem gdzie wykorzystuje się zwierzęta, czy uskutecznia jakieś dziwne nieetyczne rozrywki z udziałem zwierząt. To legalnie działająca instytucja, w tym miejscu działa od 2003 roku, która zajmuje się opieką i ratowaniem bardzo wyjątkowego gatunku niedźwiedzi. W ośrodku znajdziesz moon bears, czyli niedźwiedzie himalajskie / azjatyckie czarne, które padły ofiarą nielegalnego handlu, lub zostały ocalone z tzw. farm żółci.
Powiem szczerze, że było to kolejne miejsce (tak było ich więcej), które złamały moje serce. Temat zwierząt jest mi niesamowicie bliski, z resztą kto czytał moje wpisy nieetyczne rozrywki z udziałem zwierząt, ten wie… i kiedy zgłębiłam temat “pozyskiwania żółci” coś we mnie pękło. Wydaje mi się, że nie będę tu rozdrapywać mych wciąż niezabliźnionych ran, jeśli jesteś ciekaw poszukaj sam. Powiem tylko tyle, że jeśli jesteś osobą wrażliwą na te tematy, może być Ci ciężko tak jak mi.
Ceremonia Tak Bat w Laosie – święta buddyjska tradycja na sprzedaż
Ceremonia Tak Bat, czyli poranna jałmużna dla mnichów, jest stara jak sama therawada (odmiana buddyzmu w Laosie). “Tak Bat” w tej formie (tzn w formie prawdziwej, nie tej dzisiejszej, ale o tym zaraz) jest praktykowana od ok. XIV wieku, w czasach gdy region przyjął therawadę i Luang Prabang stało się duchowym centrum kraju.
Każdego ranka, o świcie, setki mnichów wychodzi przed świątynie, a miejscowa ludność ofiaruje im jedzenie.
Pisząc zupełnie szczerze, długo marzyłam o tym, żeby zobaczyć to na własne oczy.
Buddyzm fascynuje mnie od lat, czytam, jaram się niesamowicie, jestem zaintrygowana i chcę, na temat religii, wiedzieć wszystko. Kiedy widzę mnicha, kiedy jestem na terenie świątyni, czuję się inaczej. Nie do końca jestem w stanie wyjaśnić w sposób racjonalny moją fascynację, ale sam fakt, że podstawą buddyzmu jest bycie dobrym człowiekiem, szacunek dla każdej żywej istoty, jest czymś z czym utożsamiam się bardzo.
Jak wygląda ceremonia Tak Bat w Luang Prabang?
No więc marzyłam, że któregoś dnia, zobaczę ten święty rytuał, praktykowany od stuleci. Przyznam się, że to ekscytowało mnie bardziej niż wszystkie inne atrakcje Laosu.
Nastawiłam budzik, ale z ekscytacji wstałam na długo przed dźwiekiem alarmu.
Nasz hotel był tylko kilka kroków od świątyni. Po wyjściu na ulicę dostrzegliśmy, że coś zaczyna się dziać. Naszym oczom ukazały się rzędy malutkich plastikowych krzesełeczek, na których niebawem zasiądą mieszkańcy miasta i wręczą dary mnichom, a przynajmniej tak mi się wówczas wydawało.
Po krótkiej chwili zaczepiła nas Pani odziana odświętnie i łamaną angielszczyzną powiedziała, że powinniśmy zająć miejsce na jednym z krzesełeczek i sami podarować ryż mnichom, że będziemy mieli piękne zdjęcia.
Osłupiałam, jak to, ja miałabym wziąć udział w tej świętej ceremonii, przecież to byłaby profanacja. Od zawsze chciałam doświadczyć, być obserwatorem z bezpiecznej odległości z zachowaniem szacunku i powagi, a nie brać udział w czymś co nie jest “moje”, co mogę nie do końca rozumieć, lub kogokolwiek urazić z nieświadomości i nieznajomości pewnych zasad. Odpowiedzieliśmy grzecznie “nie dziękuję” i poszliśmy dalej.
Tak Bat, Laos, co warto wiedzieć?
Było wciąż ciemno, godzina około 5:30. Kilka kroków dalej, procedura się powtórzyła, znów ktoś zaproponował nam koszyczek z ryżem i miejsce w krześle. Teraz już nie miałam pojęcia co tu się dzieje, do póty do póki nie zobaczyłam cennika. Ofiara dla mnicha w koszyczku tyle i tyle, ryż w koszyczku tyle i tyle.
Zaczęło mi się nieco rozjaśniać w głowie i pomalutku wszystko złożyło się w jedną spójną całość. Kropką nad “i” i brakującym element układanki było to co ujrzeliśmy na głównej drodze przed świątynią na słynnej sakkaline road.
Hordy ludzi, tłumy, grupy amerykańskich turystów z przewodnikami, dalej chińskie grupy sto razy liczniejsze niż te amerykańskie, a wszystkie plastikowe siedzenia zostały zajęte przez turystów.
Rząd krzesełek od gapiów oddzielał cienki sznurek i wszędzie znaki przypominające o tym, żeby zachować szacunek i dystans podczas robienia zdjęć.
Buddyjska ceremonia Tak Bat, Luang Prabang
Po chwili pojawili się mnisi, idąc boso wzdłuż turystów siedzących na krzesełeczkach, zbierali podarki do swoich niewielkich koszyczków, a kiedy ich niewielki koszyczek zapełnił się, wszystko lądowało w większym koszu.
Na tym etapie wycofałam się i chciałam wracać do pokoju. Chciałam zapomnieć o tym co zobaczyłam, bo nie miało to nic wspólnego z tym dawnym, świętym i ważnym rytuałem.
Coś we mnie pękło, coś się skończyło, coś mnie bardzo zasmuciło i poryczałam się. Zapewne niektórzy nazwą to naiwnością, może nawet głupotą, ale wciąż, po tylu latach podróżowania, romantyzuję Świat.
Chcę widzieć autentyczność i prawdę, ale niestety coraz więcej miejsc zatraca swoją tradycję i nakłada na nią metkę z ceną.
Świętość, której chciałam doświadczyć okazała się atrakcją na sprzedaż i zupełnie nie jestem w stanie zrozumieć tego jak można chcieć wziąć udział w takim cyrku.
Zapewne gdzieś tam wciąż można podejrzeć prawdziwe i tradycyjne Tak Bat, ale dla nas, dla mnie, to co zobaczyłam nieco zniechęciło mnie do dalszych poszukiwań.
Jeśli będziesz w mieście, wiedz tylko, że żeby zobaczyć prawdziwy i święty rytuał, trzeba będzie zboczyć z tej utartej ścieżki i szukać prawdy na własną rękę.
Luang Prabang, Laos – czy warto?
W Azji południowo-wschodniej przeważnie wszystko pędzi. Od rana klaksony, hałas, zgiełk, tutaj, dzień zaczyna się od ciszy. Luang Prabang okazało się najspokojniejszym miastem w Azji, w którym dzieje się więcej, niż mogłoby się wydawać. Przekrój emocji, miejsca piękne, unikalne, miasto zapewniło nam wiele skrajnych przeżyć od euforii po rozczarowanie, ale zdecydowanie nie żałujemy żadnej sekundy, a nasz trip był zdecydowanie wart odbycia.
Nocleg w Luang Prabang, Laos
Zostawiam Ci namiar na nasz nocleg, świetna baza wypadowa do zwiedzania miasta: hotel w Luang Prabang